Ogniem i Mieczem
39 – Mości panie. Kto lepszy, mnie sądzić. Możesz być i najlepszy, wszystko nam jedno, bo cię nie znamy. Na to namiestnik wyprostował się jeszcze dumniej, a spojrzenia jego stały się jako noże ostre, choć zimne. – Ale ja was znam, zdrajcy. – huknął. – Chcecie krewniaczkę chłopu oddać, byle was tylko w zagarniętej nieprawnie włości zostawił. . . – Sam zdrajco. – krzyknęła kniahini. – Tak to za gościnę płacisz. taką to wdzięczność w sercu żywisz. O żmijo. Coś za jeden. Skądeś się wziął. Młodzi Kurcewicze poczęli w palce trzaskać i po ścianach za bronią się oglądać, namiestnik zaś wołał: – Poganie. zagarnęliście włość sierocą, ale nic z tego. Za dzień książę już o tym wiedzieć będzie. Usłyszawszy to kniahini rzuciła się w tył izby i chwyciwszy rohatynę szła z nią do namiestnika. Kniaziowie też porwawszy, co który mógł, ten szablę, ten kiścień, ten nóż, otoczyli go półkolem, dysząc jak stado wilków wściekłych. – Do księcia pójdziesz. – wołała kniahini – a wieszli, czy żyw stąd wyjdziesz. czy to nie ostatnia twoja godzina. Skrzetuski skrzyżował ręce na piersiach i okiem nie mrugnął. – Jako książęcy poseł z Krymu wracam – rzekł – i niech tu jedną kroplę krwi uronię, a w trzy dni i popiołu z tego miejsca nie zostanie, wy zaś pognijecie w lochach łubniańskich.