Ogniem i Mieczem

5 Nagle dał się słyszeć przeraźliwy świst. Zmieszane głosy poczęły wrzeszczeć przeraźliwie: „Hałła. Hałła. Jezu Chryste. ratuj. bij. ” Rozległ się huk samopałów, czerwone światła rozdarły ciemności. Tętent koni zmieszał się z szczękiem żelaza. Nowi jacyś jeźdźce wyrośli jakby spod ziemi na stepie. Rzekłbyś: burza zawrzała nagle w tej cichej, złowrogiej pustyni. Potem jęki ludzkie zawtórowały wrzaskom strasznym, wreszcie ucichło wszystko: walka była skończona. Widocznie rozegrywała jedna ze zwykłych scen na Dzikich Polach. Jeźdźcy zgrupowali się na wyniosłości, niektórzy pozsiadali z koni, przypatrując się czemuś pilnie. Wtem w ciemnościach ozwał się silny i rozkazujący głos: – Hej tam. skrzesać ognia i zapalić. Po chwili posypały się naprzód iskry, a potem buchnął płomień suchych oczeretów i łuczywa, które podróżujący przez Dzikie Pola wozili zawsze ze sobą. Wnet wbito w ziemię drąg od kaganka i jaskrawe, padające z góry światło oświeciło wyraźnie kilkunastu ludzi pochylonych nad jakąś postacią leżącą bez ruchu na ziemi. Byli to żołnierze ubrani w barwę czerwoną, dworską, i w wilcze kapuzy.