Ogniem i Mieczem
– Cóż ty chcesz z nim uczynić. – Już ja, mój jegomość, pomyślę, żeby moje nie przepadło i żeby mu z lichwą zapłacić za to, że mnie w Czehrynie pohańbił. Wiem, że jegomość każe go pewnikiem zgładzić – niechże ja mu pierwej zapłacę. Brwi Skrzetuskiego ściągnęły się. – Nie może to być. – rzekł stanowczo. – O dla Boga. wolałbym był zginąć – zawołał żałośnie Rzędzian. – Na tożem wyżył, by hańba do mnie przyrosła. – Żądaj, czego chcesz – rzekł Skrzetuski – niczego ci nie odmówię, ale to nie może być. Wejdź w siebie, zapytaj ojców, jeśli nie grzeszniej będzie dotrzymać takowej obietnicy niżeli jej poniechać. Do boskiej karzącej ręki ty swojej nie przykładaj, aby się zaś i tobie nie dostało. Zawstydź się, Rzędzian. Ten człek i tak Boga o śmierć prosi, a przy tym ranny i w łykach. Czymże mu chcesz być. katem. Będziesz-li związanego hańbił albo rannego dobijał. zaliś Tatar czy rezun kozacki. Pókim żyw, na to nie pozwolę, i nie wspominaj mi o tym. W głosie pana Jana było tyle siły i woli, że pachołek od razu stracił wszelką nadzieję, więc tylko rzekł płaczliwym głosem: – Jak on zdrów, to on i dwóm takim jak ja dałby rady, a jak chory, to mi się mścić nie przystoi – kiedyż ja mu za swoje zapłacę.